Kategoria Pierwsza strona, Blog dietetyka - Anna Wyszyńska

Poprzedni artykuł poświęciłam nabiałowi. I choć na zdjęciu pojawiły się też jajka, w rzeczywistości zajęłam  się w lutowym artykule faktycznym (mlecznym)  nabiałem. Teraz możemy „pociągnąć” wątek…tym bardziej, że zbliża się czas Wielkiej Nocy!!  Chyba zgodzimy się z tym, że jajka nieprzypadkowo pojawiają się  na wielkanocnym stole.  Przecież  jajka kojarzą się z życiem, wiosną, radością…

Jakie podpowiedzi daje nam św. Hildegarda?

„Spożywanie surowego jajka bardzo szkodzi człowiekowi, ponieważ wywołuje w nim zgniliznę.”

A więc: kogiel – mogiel  to nic zdrowego. 🙁

Czyli już wiemy, że „żywioł ognia” to ważna tu rzecz.

Okazuje się, że w czasach św. Hildegardy praktykowano coś takiego, jak „gotowanie” jajka w skorupce na ogniu i święta taki sposób gotowania zalecała bardziej, niż gotowanie jajka w wodzie:

„Jajko ugotowane w skorupce na ogniu jest lepsze i zdrowsze niż  jajko ugotowane w skorupce w wodzie, bowiem ogień przez skorupkę wyciąga z niego znajdująca się w nim zgniliznę. Tymczasem woda nie usuwa z niego zgnilizny, ponieważ otacza je skorupka.”

No cóż, takiego sposobu „gotowania” (chciałoby się rzec – pieczenia) jajka na ogniu praktykować pewnie nie będziemy, więc co nam pozostaje, by spożyć jajko jak najzdrowsze?

Poszukajmy kolejnych podpowiedzi…

Przede wszystkim – słyszałam już najróżniejsze i najwymyślniejsze teorie i słyszałam o praktykach jedzenia samych białek i wyrzucania żółtek, by…uniknąć podwyższenia poziomu cholesterolu.. Słowa świętej nie potwierdzają tego, ani też zdrowy rozsądek, czy naukowe badania. Wiem, że ciężkostrawne są i mogą podnieść poziom „złego cholesterolu” jajka gotowane długo (na twardo i w dodatku…z majonezem). Ponieważ zbliżają się Święta Zmartwychwstania Pańskiego, piszę uczciwie koneserom, którzy lubią tak podane jajka, że nie jest to potrawa zdrowa.  Natomiast żółtka ugotowane na półmiękko (takie „w sam raz”- zasada złotego środka, czyli ani nie surowe, ani nie twarde przez  długie gotowanie) są wartościowe, odżywcze, a podane z solą, bertramem powinny dobrze się strawić (chyba, że ktoś  już „wyhodował sobie”  nadwrażliwość pokarmową na jajka). W sieci wiele znajdziecie informacji o bogactwie odżywczym żółtek (lub ogólnie – jaj, ale wtedy odnoście to oczywiście do żółtek). Przecież wszystko co w jajku cenne, czym odżywiałby się mały kurczaczek, jest w żółtku, zaś białko lubię porównywać do „wód płodowych”  występujących u ssaków, czyli czegoś, co pełni funkcję głównie ochronną. Słowa św. Hildegardy potwierdzają to w zupełności:

„Zdrowsze jest spożywanie żółtka, niż  białka. (…) Bowiem ciepło i zdrowie, które są w kurze, przechodzą do żółtka. Białko jest zaś  praktycznie tylko spienionym śluzem i stanowi nawet pewien rodzaj chłodu.”

Zaś – by podeprzeć tu cytatami to, co napisałam o długości gotowania jajek, wypiszę tu dwa fragmenty, które znalazłam w pewnych odstępach od siebie. Pierwszy odnosi się  do ludzi zdrowych, którzy mają „zdrowe trzewia” (lubię to określenie Hildegardy, zawsze jednak myślę któż z nas, w czasach obecnych, w środku Europy, może się nimi poszczycić ? Pewnie niezbyt wielu…), zaś drugi fragment znajduje się po opisie, jak podawać jajka chorym.

„Dla człowieka zdrowego jajka na miękko są lepsze niż na twardo, bowiem te ostatnie przysparzają mu dolegliwości żołądkowych.”

„Poza tym lekko twarde żółtko stanowi pożyteczniejszą potrawę, niż dość miękkie, jako że to ostatnie nie jest jeszcze całkowicie zmieszane na skutek gotowania lub smażenia.”

Czyli ten „złoty środek” nas ratuje: ani nie jest to jajo „surowe”, czyli mówiąc językiem świętej – takie „wywołujące zgniliznę”, choć ci ze zdrowymi trzewiami jakoś „dadzą radę” ;), ani nie jest twarde, co to pęcherzyk żółciowy i wątroba „ledwo dyszą”, lecz jest takie jak trzeba – jak czytamy: „lekko twarde żółtko”.

Zaś, jeśli chcemy w ogóle pozbyć się owej „zgnilizny”, którą jajko gotowane przez skorupkę w wodzie, mogłoby jednak nam „zafundować” (choć powtarzam – samego żółtka na półmiękko i w dodatku z bertramem, bym się tak bardzo nie obawiała), możemy zrobić jajko w koszulce, według opisu św. Hildegardy, które nawet choremu pozwalała podawać:

„Jeśli jednak chory zapragnie jeść jajka, wówczas powinien wlać do wody trochę wina, zagotować w misce, a później wbić do tej wody jajka, zaś skorupki wyrzucić. W ten sposób powinien ugotować je i spożyć ugotowane, a mu nie zaszkodzą, ponieważ kryjąca się  w nich trucizna i zgnilizna zostanie wygotowana za sprawą ognia.”

Na ostatnich warsztatach robiliśmy  „wielkanocną” (lub też codzienną) pastę z użyciem ugotowanych na półmiękko samych żółtek, ale też zrobiliśmy i jedliśmy całe jajka w koszulkach i baaardzo nam smakowało. 🙂

Zawsze powtarzam, że kuchnia św. Hildegardy jest prosta i smaczna.

W tym roku planuję, do wielkanocnego, orkiszowego białego barszczyku, dodać pokrojone jajka w koszulkach.

O tym, że kluczowe dla zdrowia jest pochodzenie tych jaj, nie muszę Was chyba przekonywać…

Życzę Wszystkim błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Oby zmartwychwstawało, odrodziło się w nas wszystko, co tego potrzebuje – wiara, radość, nadzieja, miłość… wraz ze Zmartwychwstałym Barankiem i całą budzącą się  z Nim do życia przyrodą.  🙂

 

 

Ostatnie Wpisy

Zostaw komentarz