Kategoria Pierwsza strona, Blog dietetyka - Anna Wyszyńska

Święta Hildegarda w „Physica” opisała, jak wiemy, różne dzieła Bożych rąk, pod kątem ich natury, a w związku z tym przydatności dla człowieka. Człowiek, jako najdoskonalsze i najukochańsze dzieło rąk Boga, miał nad tym wszelkim stworzeniem panować. Nie jestem teologiem, ani filozofem, ale tak po prostu kojarzy mi się to „panowanie” z jednej strony z korzystaniem z tych dzieł rozsądnie, według swoich potrzeb, z drugiej strony też z pewną opieką nad tym stworzeniem. W każdym razie święta opisuje nam – jak wspomniałam – naturę różnych stworzeń i płynące z niej korzyści dla człowieka. Pomyślałam, że warto wyjść poza zioła, zboża, warzywa, owoce, czy zwierzęta, których mięso spożywamy. To, co kojarzy się z codzienną kuchnią, częściej bierzemy pod lupę, ale warto pomyszkować dalej w Jej przyrodoznawczym dziele. Przykładowo, czy wiemy jak działa na człowieka zapach młodych lilii czy płatki róży? Pomyślałam, że o kwiatach napiszę coś na wiosnę, a dziś może o kamieniach? Nie jest to już, co prawda, działka dietetyka, więc nie będę poświęcać kamieniom całego cyklu artykułów, jedynie wspomnę o nich jako o świetnym środku leczniczym, zachęcając Was, byście sami zajrzeli do „Physica”. Kamienie są w medycynie św. Hildegardy chyba dość „wdzięcznym” i wygodnym narzędziem leczniczym, gdyż np. na różnych giełdach kamieni, możemy je nabyć, za stosunkowo niewielką cenę. Nie jest to „tego rzędu” środek leczniczy co np. jaskółczy tłuszcz, niedźwiedzie sadło, płuca jastrzębia czy serce łosia itd. Zresztą pewnie dusza niejednego miłośnika przyrody wzdraga się na takie środki lecznicze (tu trzeba przyznać, że św. Hildegarda nie ma oporów w stawianiu zdrowia, czy życia człowieka na pierwszym miejscu i myślę, że niejeden miłośnik zwierząt zmieniłby zdanie, gdyby np. chodziło o ratowanie życia jego dziecka, a z drugiej strony, trudno tę wrażliwość na cierpienie zwierząt krytykować czy wyśmiewać lub w sobie zabijać). Zagadnienie, jak widać, czasem złożone, no i „zdobywalność” takich środków czasem niełatwa, a i z pokorą musimy uznać, że planetę naszą nieźle niszczymy, a wiele gatunków musi być chronionych, zwłaszcza, gdy np. są na granicy wyginięcia. Pod tym względem – kamienie wydają się środkiem „lajtowym”, wygodnym, możliwym do zdobycia, a jednocześnie naturalnym, danym nam przez Stwórcę.
Jednak nieraz spotkałam się tu z podejściem podejrzliwym, lękowym, wynikającym pewnie z naszej wiedzy, że w przeszłości, w różnych religiach, kamienie były często traktowane jako przedmioty magiczne, zresztą podobnie jak kawałki drewna z jakiegoś określonego drzewa, czy określone „święte zwierzęta” itd. W sumie – z pewnością o zjawisku tym nie można mówić jedynie w czasie przeszłym.
Znów – nie jestem specem od tych zagadnień i dywagacji, więc ewentualnie mnie poprawcie, ale wydaje mi się, że takie sposoby podejścia do różnego rodzaju stworzenia (które jest tylko stworzeniem!!), wynika z tzw. religijności naturalnej (gdyż człowiek z natury jest religijny, szuka odpowiedzi, przyczyn, sensu, sacrum…), czyli z religijności pogańskiej, często obarczonej lękiem w obliczu spraw, zjawisk niezrozumiałych np. zjawisk przyrody, które bywały zagrażające itd., czyli z czasów, czy wśród ludów, do których nie dotarła jeszcze wiara w Boga, który objawił się człowiekowi. Oczywiście, rozszerzając i zgłębiając zagadnienie –serce każdego z nas jest terytorium, gdzie kwitnie religijność chrześcijańska, lub pogańska, w zależności od stopnia nawrócenia, od naszej szczerej relacji z Chrystusem. A oddzielną jeszcze sprawą, jest podejście do tych stworzonych dzieł w różnych innych, religiach świata lub też w drobnych sektach, mających wręcz jawny charakter antychrześcijański itd.
Trzeba to jednak uporządkować i bardzo wyraźnie rozgraniczyć. Wróćmy więc do „Physica” świętej Hildegardy – Doktora Kościoła. Autorytet Kościoła uspokaja nas, że była ona osobą świętą, mistyczką, wiele przecierpiała dla Chrystusa i z pewnością nie zamieniła miejscami Stwórcy ze stworzeniem. Może świętą Hildegardę powinniśmy zacząć czytać od dzieł teologicznych, filozoficznych? Napisała ich dużo więcej niż medyczno-przyrodoznawczych, a w tych ,w jej medycynie, kluczowe miejsce zajmuje relacja z Bogiem w powrocie do pierwotnej harmonii przez człowieka. Bądźmy więc spokojni, że podzieliła się z nami po prostu wiedzą co do natury stworzenia, tego jak ona wpływa z kolei na naturę człowieka. Naprowadza nas na to sam tytuł, który w rozszerzonej, pełnej wersji brzmi: „Physica, uzdrawiające dzieło stworzenia, naturalna siła oddziaływania rzeczy”. Jest to spójne ze słowami świętej, że Bóg w swoim stworzeniu pozostawił człowiekowi lekarstwo na wszelkie choroby (choć i tak, czytając całość Jej dzieł i studiując Jej życie i cnoty, rozumiemy, że najważniejszym i najskuteczniejszym lekarstwem, jest właściwe odniesienie do Boga, a bez tego, każde inne lekarstwo nie ma większego znaczenia). Zresztą – wiele razy w „Physica”, natykamy się na charakterystyczne słowa świętej, gdy pisze o leczniczym działaniu czegoś na dana chorobę, mówiąc „…i to go uleczy, jeśli tak zechce Bóg”, lub w innej formie – „to go uleczy, chyba, że nie pozwoli na to Bóg” (nie są to dokładne cytaty, lecz z pamięci, nawet niedawno się na to gdzieś natknęłam, więc przekazuję sens). Czyli mamy już w pełni jasny przekaz – natura danej rośliny, czy danego zwierzęcia, ziemi, kamienia, czy czegokolwiek innego jest taka i taka, to może pomóc w przypadku tego, czy tego schorzenia, gdy zastosujemy to w ten i w ten sposób, ale ostatecznie wszystko i tak zależy od Boga, który panuje nad wszystkim stworzeniem, nad każdym ludzkim życiem… Może np. Wolą Jego jest, by dany człowiek jeszcze pozostał w jakiejś chorobie (oczywiście Bóg stworzył człowieka w doskonałej harmonii, bez chorób i będąc na ziemi sam uzdrawiał, ale może np. danemu człowiekowi to cierpienie pomoże w zmianie serca, w przygotowaniu do spotkania z Nim, czy z innymi ludźmi, na których wcześniej był zamknięty…). Tajemnica cierpienia pozostaje często tajemnicą… Nie zmienia to jednak faktu, że Hildegarda, wiernie i dokładnie wtajemnicza nas w te najróżniejsze środki lecznicze. Jak na świętą Hildegardę przystało – o kamieniach także opowiada pięknie – jak piękne i tajemnicze jest dzieło stworzenia. Tak to odbieram – z jednej strony są to konkretne informacje, z drugiej – brzmi to bardzo poetycko. Może na koniec przytoczę dla przykładu cytat o którymś kamieniu. Tak np. opisuje sard:
„Sard rośnie po południu przy ulewnych deszczach, gdy jesienią spadają liście, czyli gdy słońce jest bardzo ciepłe, zaś powietrze – bardzo zimne. Słońce sprzyja przybieraniu przez niego czerwonej barwy. Za sprawą powietrza i wody jest on czysty oraz dobrze zmieszany dobrym i łagodnym ciepłem, a dzięki swej sile zapobiega nieprzyjemnościom związanym z przykrymi chorobami.” Po czym już konkretnie podaje – jak sard może pomóc w przypadku bólów głowy, przytępienia słuchu, gorączki… Jeśli chcecie – poczytajcie o leczniczym oddziaływaniu kamieni.

Ostatnie Wpisy
Wyświetla 2 komentarzy
  • Anna
    Odpowiedz

    Szczególnie sałatę warto jeść tę z własnego ogródka, a nie tę z supermarketu. Przyrządzić ją wg. wskazówek św. Hildegardy – pycha!! No i wszystkie warzywa: pietruszki, cukinie, marchew, cebula, buraki… z własnego ogródka wszystko smakuje inaczej 🙂

  • swiat-orkiszu.pl
    Odpowiedz

    To co najzdrowsze mozemy znaleźć we własnym ogródku, a niestety zbyt rzadko korzystamy. Warzywa i owoce mają korzystny wpływ na nasze zdrowie.

Zostaw komentarz

4 cnoty, które uczynią cię szczęśliwszym