Jeśli przypadkiem macie ciut więcej czasu i wenę, by dłużej posiedzieć w kuchni, to – na tę okoliczność – choć raz muszę Wam przypomnieć o zaletach (że już nie wspomnę o smakowych urokach) pierogów. Słusznie mówi się, że w pieróg da się wsadzić wszystko. Niezależnie od tego, czy macie akurat mięsko i warzywa z rosołu, które drobno pokroicie, czy wręcz „zblendujecie” , odpowiednio doprawicie, dodacie uduszoną cebulkę, czy zechcecie zrobić specjalnie jakiś wegetariański farsz – z fasoli, cieciorki, czy np. szpinaku (lub różnych, świeżych hildegardiańskich ziół w ich sezonie) i koziego sera itd. itp., domownicy odpowiednio docenią wysiłek gospodyni (gospodarza). Koleżanki też mi mówią, że to, czego w diecie nie udaje im się podać w sposób „jawny” – udaje im się przemycić swoim milusińskim właśnie w pierogach! A więc, kto czuje przypływ świeżych sił kulinarnych zachęcam do pierogów (orkiszowych oczywiście :). Gdyby jednak przygotowanie pierogów stało się zajęciem zbyt trudnym, wtedy zostaje w odwodzie babcia, czy jakaś inna osoba, którą życie już dłużej ćwiczyło w benedyktyńskiej cierpliwości 🙂
Recent Posts

